Za co zakochał(a)byś się w firmie?

Rozmowa o miłości z Radkiem Bartosikiem (MENTAX)
– szefem z duszą,
który ma emocje,
nie wstydzi się swoich błędów,
ufa ludziom.


Radku, słyszałam, że czytałeś książkę Frederica Laloux – jakie są Twoje wrażenia?
Jak komuś wręczam tę książkę, to mówię, że pierwsze 60 stron można pominąć. To jest dobra wiedza, ale potrafi zmęczyć. Czasami człowiek mógłby odłożyć „Pracować inaczej” po 30 stronach, ale nie warto, bo najciekawsze dzieje się później. Wrażenia? Szok, że wiele dużych firm i organizacji w ten sposób pracuje – tego nie wiedziałem. Zostało to bardzo dobrze opisane, dokładnie zbadane, wiele ciekawych przykładów, które pokazały mi, że idę w dobrą stronę.

Zmiana u nas trwa od 2009 roku (firma MENTAX istnieje od 2005 roku – JJ). Lektura książki „Pracować inaczej” było wynikiem wielu innych zdarzeń. Wcześniej czytałam I wydanie „Doktryny Jakości” Profesora Andrzeja Bliklego. Choć nie było tam „turkusu” w tytule, przeczytałem, m.in. że perfekcjonizm to droga donikąd, podobnie jak motywowanie, budżetowanie, zasada „kija i marchewki”. Czytałam też „Pocałuj tę żabę” i skończyłem na „Pracować inaczej”.


Czy te książki były dla Ciebie przewodnikiem, jak stworzyć firmę turkusową. Czy raczej uważasz, że każda firma tworzy się sama, na swój indywidualny sposób?
Myślę, że każda firma tworzy się na sposób indywidualny. Bardzo ciężko napisać instrukcję obsługi do turkusowej firmy – każda firma jest inna, każdy człowiek jest inny i relacje w danej organizacji też są inne. Można z grubsza mówić, abyśmy oddelegowali zadania, było jak najmniej regulacji, nie ograniczać się zasadami. Aby było jak najwięcej szczerości, otwartości, a jak najmniej maski – abyśmy akceptowali siebie takimi, jakimi jesteśmy. Moim zdaniem jest to coś, co powinniśmy stosować w życiu, niekoniecznie tylko zawodowym, ale i osobistym.


Przyznaję Ci pełną rację Radku. Dodam też, że często słyszę na spotkaniach, że „turkus” należałoby wdrożyć w szkole. Przecież już tam tworzy się zasady oceniania, które w kolejnych etapach życia ewaluują – w pracy (i nie tylko). Choć pracownicy chcieliby być traktowani po partnersku, ich szefowie najczęściej zarządzają poprzez procedury i nie są otwarci na zmiany.
Wtedy trzeba takiego szefa odłączyć od zespołu na przykład na trzy tygodnie, po których zobaczy, co się zmieniło.


To jest jeden ze sposobów, że zaczynamy od zespołu, który funkcjonuje samodzielnie – jest autonomiczny we wszystkich działaniach. W ten sposób tworzy się „mały turkus”. Zauważamy, że wówczas nie tracimy czasu, nie ma przestojów (spotkania, decyzje, dokumenty), wszystkie zadania są wykonywane i ludzie są zadowoleni. Pracowałam w takich zespołach i kadra zarządzająca, widząc efekty naszej pracy zastanawiała się, jak to się stało?
Tacy managerowie muszą zacząć od strasznej kwestii… muszą zaufać.

Patrząc na to, co się dzieje – widzę, że jest potrzeba, aby powstały społeczeństwa turkusowe, w których człowiek – człowiekowi ufa.


Zaufanie?

WHAT THE FUCK!!!

 


 

Chodzisz do pracy w poniedziałek / wtorek / środę / czwartek / piątek. Wstajesz rano i co sobie myślisz?
Zastanawiam się, co jest do zrobienia. Przybijam „piątkę” ze wszystkimi na przywitanie, pogadamy trochę i zaczynamy.


Zapytałam Cię o to, jak czujesz się rano przed pracą, ponieważ właśnie wtedy jest najwięcej zawałów serca. Domyślam się, że jak prowadzi się firmę w sposób partnerski, wstając każdego dnia rano czuję się jednak coś innego.
Pracowałem w korporacjach i dużej prywatnej firmie, gdzie wykonywałem obowiązki rzeczoznawcy majątkowego. Byłem „trybem”, wykazywałem się kreatywnością, a w międzyczasie zauważyłem, że uwielbiam programować. I zdecydowałem z przyjaciółmi, że pójdziemy na swoje. Znam ten tryb pracy – bardzo mnie jarała, ale po dwóch miesiącach, (czasami pół roku), to spadało, bo widziałem, że nie mam na nic wpływu. Mogłem dawać z siebie kawał serca, ale i tak nikt tego nie dostrzegał. Natomiast małe potknięcia były eskalowane do tragedii firmowej.

W tej chwili moja granica pomiędzy życiem prywatnym, a zawodowym zwyczajnie mi się rozmyła. W domu myślę sobie o pracy, a w pracy o domu. Wychodzę wtedy, kiedy mam potrzebę załatwić coś prywatnie.

To prawda, jest inaczej. Są z nami osoby, które dopiero zaczynają swoją drogę zawodową i nie znają innego zarządzania, niż nasz. To jest ciekawe doświadczenie. Dla mnie efektem WOW jest na przykład 7-godzinny czas pracy – możesz przyjść od 7-tej do 10-tej, możesz wyjść, kiedy chcesz, a oni traktują to, jak standard.


Domyślam się, że takie osoby zostaną w MENTAX na długo. Jeśli „pójdę w rynek” nie będą w stanie przestawić się na brak wolności.
Na przykład w poniedziałek pracę zaczyna chłopak, który ma 18 lat. Wiadomo, że On zna tylko szkołę i ewentualnie pracę sezonową. Nie pracował w korporacji, a więc nie otarł się o te wszystkie regulaminy, procedury, czyli wszystko, co nas ogranicza. Może On się nie odnajdzie się u nas, będzie chciał czegoś innego i odejdzie. Nie wiem, On sam poczuje, ale po swoich doświadczeniach wiem, że zetknięcie się z rynkiem, może być traumą dla Niego.


Zauważ Radku, że my jesteśmy bardzo przyzwyczajeni do podporządkowywania się, dlatego też wielu osobom „turkus” nie pasuje. Znam firmę, która przechodziła przemianę turkusową i niektórym osobom to nie odpowiadało, dlatego odeszli.
Ja też musiałem pożegnać się z osobami, z którymi pracowałem. Turkus jest naprawdę wymagający. Zaistnienie organizacji turkusowej wymaga również zmiany patrzenia na własne życie. Osoby, które nigdy nie przejmowały odpowiedzialności za swoje czyny i opierały się na zasadzie „ktoś inny zdecyduje”, mają w takiej sytuacji zaburzony spokój, swoją bezpieczną strefę. Czasami ludzie nie dają rady, ponieważ jest to zbyt duże wyzwanie dla nich. Oni wolą przyjść od 8-ej do 16-tej i mieć grubo określone zasady, ponieważ boją się otwarcia. To jest ich indywidualna decyzja, ja to szanuję.

Na konferencjach często pada stwierdzenie, że jak wszyscy mogą robić, co chcą (w ten sposób wiele osób definiuje „turkus” – JJ) – to się kojarzy z kreatywnością. Jednak nie do końca tak jest, ponieważ w naszej firmie jest wiele osób, które robią żmudną pracę, ale nadal moją przestrzeń wolności – ja im niczego nie zabieram. Słyszałem też takie głosy, że wszyscy muszą być kreatywni – nie, nie muszą.


Powiedziałeś, że myślisz „w domu o pracy i w pracy o domu”. Dla mnie to zupełnie zrozumiałe – jesteś jedną osobą. Często mówi się nam o work-life balance, co moim zdaniem jest rozdzieleniem czasowym, ale nie mentalnym http://zludzkatwarza.com/co-wynika-z-work-life-balance/
Myślę, że wiele zależy od firmy… gdy męczy pracownika, to on chce wyjść z pracy i jak najbardziej się odciąć. Odpoczywa wówczas w domu po ciężkim dniu w pracy. A jeśli zrobilibyśmy sobie lekką zamianę w postaci: realizuj się, znajdź coś, co Cię pasjonuje, coś co Ci daje ogromną satysfakcję, radość i przynosi korzyści firmie, to rób to.

Przestrzeń życia prywatnego i zawodowego istnieje w każdej chwili. Przecież w czasie pracy możemy zamówić bilety na podróż dla swojej rodziny. Nie trzeba tego ograniczyć twardymi kreskami: 8 h snu, 8 h w pracy, 8 h dla rodziny. Wszyscy idą w tę stronę, a zapominają, gdzie mają mieć czas dla siebie?! Gdzie ja? – u mnie się to wszystko rozmyło. I myślę, że u ludzi w MENTAX też się tak stało. Jeśli ktoś przychodzi i ma zły dzień, wówczas mówię: OK. Masz zły dzień, nie kryj się z tym, ale zaakceptuj to, że Twój kolega z zespołu też ma prawo mieć zły dzień. Organizacja, w której pracujesz, też ma prawo mieć zły dzień. Jak następują takie akceptacje, to nikt nie musi udawać.


Następuje proces empatii.
I nie wbijania szpili. Jak masz zły dzień, to cię zmotywuję, aby ci jeszcze bardziej dzień rozwalić. Powiedzmy… bierzemy udział w wyścigu szczurów i jeśli ja już nie mogę wygrać, to wystarczy, że ty przegrasz. Tam, gdzie nie ma współpracy takie rzeczy się dzieją. Tam, gdzie powstaje rywalizacja, to jest paliwo dla takich sytuacji.


Reagując na to, co mówisz i obserwując, co dzieje się wokół – zauważam, że wracamy do punktu wyjścia. Zaczynamy na nowo uczyć się ludzkich zachowań. To najbardziej porusza nasze wnętrza. Ludzie są w stanie podziękować za to, że ktoś zachowuje wobec nich po ludzku. Słyszę czasami: cieszę się, że dostrzegasz we mnie człowieka.
Ostatnio będąc na konferencji, na którą przygotowałem oczywiście wiele slajdów, ale miałem też takie przemyślenia, że „turkus” to nie jest koniec. Za turkusem jest coś jeszcze i zdefiniowałem to w ten sposób: to cudnie, że firma traktuje człowieka z uczuciem i rozumie, że masz czasami zły dzień, a czasami przeszczęśliwy dzień. Kolejnym krokiem będzie to, jak ludzie zaczną traktować organizacje, w której pracują, jak żywą istotę – firmę z duszą. Jak firmę, którą można zranić, którą można kochać. To jest chyba kolejny etap. Traktowanie organizacji, w której pracuję, jak człowieka, jak kolegę z zespołu.


Organizacja, jako żywy organizm. Rozmawiałam na ten temat z Profesorem Andrzejem Blikle (http://zludzkatwarza.com/trzeba-umiec-dostrzegac-wartosci-w-ludziach/). Wśród wielu aspektów, które poruszaliśmy – zauważyliśmy, że jak ludziom pozwoli się ŻYĆ w firmie, to oni doskonale o organizację zadbają – będą naturalnie wiedzieli, kiedy dzieje się coś złego, a kiedy dobrego, kiedy należy coś naprawić, a kiedy jest czas żeby świętować.
Dodałbym do tego duszę. Ja mogę sprawić, że organizacja będzie płakać, cierpieć, będzie jej niedobrze, będzie etycznie zraniona.


Ciało fizyczne doskonale współgra z psyche, a więc z duszą.


Powiedz mi… za co zakochałabyś się w firmie?


Za serce, które bije, a więc energię, którą czuć!

 


Poznajcie Radka bliżej 🙂

Każda firma mówi, że podstawą są ludzie, ponieważ pracują, zarabiają pieniądze. Wiadomo 🙂 Wiemy, że to są frazesy. A w MENTAX jest tak na serio.
Mówią, że „ryba psuje się od głowy”, ale nikt nie mówi o tym, że od głowy może się zacząć coś fajnego. Jeśli ja pokazuję, że można być otwartym, szczerym, nie zakładać maski, to ludzie tak samo robią i to czuć. Nie wiem, na czym polega ten fenomen?! 🙂


Na istocie człowieczeństwa.
To istota człowieczeństwa polega na tym, że jesteśmy normalni?! Że mamy dystans do siebie?! Aby pozwolić sobie na pewne zachowania trzeba mieć dystans do siebie i też staram się to rozprzestrzeniać. Jeśli nie mamy dystansu, może okazać się, że zostaniemy nieświadomie zranieni.


Radku, słuchałam wywiadu z Tobą https://www.youtube.com/watch?v=XSlxHol6zQQ, po którym rozmawialiśmy po raz pierwszy i potem słuchałam kolejnego https://www.youtube.com/watch?v=WdPz3ICyEhQ&t=34s Z rozmów z Tobą przyświeca mi jedna myśl: Ty kochasz ludzi (poza tym, też mnie o to przed chwilą zapytałeś). Jeśli ktoś kocha siebie, pokocha również innych. Dajesz sobie prawo do popełniania błędu – ludziom też.
Wiesz, ja też jestem świadomy tego, że jestem pokręcony 🙂


Czym jest dla Ciebie zaufanie?
Dla mnie zaufanie jest niesamowitą zabawą, źródłem energii i radości, a jednocześnie czymś bardzo poważnym. Widzę, jak ludzie reagują, jak mówię: ufam Tobie. Na przykład… spotykam Cię trzeci, czy czwarty raz. Robimy biznes, ustalamy pewne zasady i to już mi wystarczy. Nie potrzebuję dodatkowego maila, potwierdzenia, czegokolwiek na piśmie.

Zauważ… wszystkie osoby, które jeżdżą samochodami, podpisywały kiedyś, że będą jeździć, np. 50 km/h – jeżdżą? Taka właśnie jest wartość tych wszystkich papierów.

Oczywiście nie lubię, jak jestem oszukiwany, ale to nie oznacza, że nikomu nie będę ufał – nie. Zawsze będę ufał, każdej osobie nowo poznanej – ufam, i już.


Otrzymujemy, to co dajemy.
Ale ja tego nie oczekuje. Według mnie zaufanie powinno być bezinteresowne.

Opowiem pewną historię. Pracuje z nami programista. Niesamowity chłopak, który był troszeczkę stłamszony po poprzedniej pracy. Jak zaczynał u nas, miał spinę, jak wchodziłem. W tej chwili prowadzi jeden z największych projektów. Wystrzelił w górę, jeśli chodzi o umiejętności twarde i miękkie. Jestem w szoku, jak wiele osiągnął, i to nie jest koniec Jego drogi.

Jak przełamałem otwarcie i zamknięcie naszych relacji? Zrobiłem coś strasznego. Powiedziałem do Niego wypnij się, „laczka Mu sprzedałem” 🙂 Na początku trochę się zdziwił (kolega obok śmiał się, bo wiedział, że robię takie numery :). A teraz Ty – mi, a On na to:
– Ale jak to?
– Jak nie, to się rozstajemy.

Jak podskoczyłem do góry 🙂 Od tamtej pory nie ma żadnych granic między nami. Jest pełne zaufanie. On się przełamał i zrozumiał, że tak można.


Chwytając się ponownie tego, co mówisz… dopowiem, że często mówię prezesom, dyrektorom, że pracownikom potrzeba wyzwolenia.
Jeśli mowa o wyzwoleniu też mam pewną historię. Tym razem o stażystach, których ostatnio zatrudniliśmy. Potrzebowaliśmy osób do ogarnięcia sezonowego projektu (burze, pioruny, etc.). Gosia (poznajcie też Gosię https://www.youtube.com/watch?v=nwxbsEhx3Cc&t=57s ), która zajmowała się rekrutacją wybrała dwie osoby, z którymi też rozmawiałem na kolejnym etapie. Powiedziałem, jakie są u nas zasady i zaufały mi, że tak jest. Po dwóch miesiącach te osoby ogarnęły bardzo ciężki projekt, do którego podeszły z wielką otwartością, robiły rzeczy, z którymi nigdy wcześniej nie miały styczności. I muszę się w tym miejscu przyznać to czegoś okropnego, zaszufladkowałem – myśląc, że nadają się tylko … (nie pytajcie o szczegóły – JJ). Po tym czasie, wziąłem te osoby do siebie i powiedziałem, że mają umowy na stałe, a im łzy poleciały z radości… i jak tu nie być szczęśliwym szefem 🙂

Dziękuję za rozmowę